Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat plików cookies kliknij tutaj

Test BMW RnineT

17-10-2015

„Powrót do przeszłości” w wykonaniu doktora Emmet’a Brown’a był bardziej spektakularny i kiczowaty niż...

 ...pomysł BMW na uczczenie dziewięćdziesiątej rocznicy powstania fabryki w Berlinie. Jednak czy niemiecki pomysł musi być okraszony kiczem i zaopatrzony w miliony przycisków i kontrolek jak Delorean doktora? Jak się okazuje RnineT, potocznie zwana Niną, okazała się strzałem w dziesiątkę.

Wróćmy jednak do kiczu i kontrolek. Dzisiejszy rozwój technologiczny jest na bardzo wysokim poziomie. Jako ludzkość w ciągu ostatnich stu lat osiągnęliśmy więcej niż od początku naszej egzystencji. Wszechobecna miniaturyzacja spowodowała, iż obecne motocykle posiadają na swoich pokładach bardziej skomplikowane układy elektryczne, niż promy kosmiczne NASA, które podbijały przestrzeń kosmiczną w czasach zimnej wojny. Dzięki tej technologii dostajemy maszynę na dwóch kołach zwaną motocyklem, która wyposażona jest w najnowsze bajery i gadżety. Systemy wspomagające hamowanie na mokrej i luźnej nawierzchni są w tej chwili tak dopracowane, iż pozwalają na hamowanie nawet w złożeniu, a w połączeniu z systemem kontroli trakcji poprawiają bezpieczeństwo. Adaptacyjne zawieszenia, które same dostosowują się do nawierzchni. Nie można zapomnieć o tym, że za pomocą kilku kliknięć zmienimy charakterystykę pracy silnika i z łagodnego turystyka przetransformujemy motocykl w narwanego Decepticona, a to dopiero czubek góry lodowej. Ten wyścig zbrojeń trwa w branży motoryzacyjnej od początku jej istnienia. Producenci prześcigają się w pomysłach i coraz śmielej „naginają” prawa fizyki zapominając często o duszy, którą kiedyś te maszyny posiadały.

Duch Motóra również ewoluował tak jak sami motocykliści. Na szczęście natura w swojej złożoności bywa czasem złośliwa i na łamach milionów lat ewolucji zdarzają się jej odmienność. Taką oto odmienność zaprezentowali konstruktorzy i projektanci ze stajni BMW. Na dziewięćdziesiąte urodziny fabryki w Berlinie postanowili stworzyć motocykl, który będzie inny niż większość obecnie produkowanych maszyn. W czasach, gdy księgowy trzyma łapę nad każdym projektem taki projekt mógł być mocno ograniczony jednak panowie z BMW postanowili skorzystać z doświadczenia i pomocy ikony kalifornijskiej motoryzacji – Rolanda Sandsa. Człowieka, który brał udział w projekcie Yamahy XV 950 Bolt. Recepta była prosta. Niemieckie geny, czyli nieśmiertelny silnik typu bokser o pojemności 1170ccm chłodzony powietrzem i olejem i przeniesienie napędu wałem kardana. Prostota i minimalizm były hasłami, które każdego dnia przyświecały projektantom, do takiego stopnia, iż Bawarczycy postanowili zrezygnować z przedniego zawieszenia typu telelever na koszt zawieszenia żywcem wyciągniętego z S1000R , którego geny pochodzą od sportowego brata S1000RR. Zarówno przedni jak i tylny zawias jest poprawnie ustawiony przez fabrykę.

Taka charakterystyka umożliwia ostre winklowanie oraz leniwe przetaczanie się po miejskich uliczkach, a w obu przypadkach nie odczułem dyskomfortu nawet przez chwilę. W tym motocyklu nie uświadczymy, żadnych „umilaczy”. Nie ma owiewki czy też szyby chroniącej od wiatru, nie ma miliona przycisków służących do zmiany wszystkiego, co jest na pokładzie. Jest tylko to, co musi być lub wymagane jest przepisami jak np. system ABS. Patrząc na RnineT widzimy surowy motocykl bez tych wszystkich bajerów, które wciskane są do większości obecnie sprzedawanych maszyn. Prosta linia, owalne światło, nad którym zamontowano analogowo-cyfrowe zegary, szprychowe felgi i minimalistyczna kanapa. To pierwszy w historii BMW motocykl przewidziany do tzw. fabrycznego custumingu. Jest idealną bazą na zbudowanie indywidualnej maszyny. Skrojonej zgodnie z wymaganiami właściciela. Nie wierzę, że osoby posiadające te maszyny nic w nich nie zmienią. Można zrobić to delikatnie i wybrać fabryczne akcesoria, które dodają szyku i smaku lub radykalnie przebudować motocykl czyniąc go jedynym w swoim rodzaju. To niesamowite jakie zainteresowanie budzi ten neoklasyk. Wszędzie tam gdzie nim pojedziesz zobaczysz jak obracają się głowy w Twoim kierunku.

Większość twierdzi, że to typowa bulwarówka. Pełna gracji przetaczająca się leniwie „Nina” robi wrażenie pomrukując basowym brzmieniem z wydechu Acrapovica. W takim klimacie masz ochotę włóczyć się po starym mieście bez końca, jednak wystarczy wyjechać troszkę dalej i „Nina” pokarze Ci pazurki. Ujeżdżając ją na winklach docenisz jej zwinność i kompaktową budowę. Przyspieszanie i hamowanie to sama przyjemność, a system Brembo robi spore wrażenie. Niestety przez filigranową budowę nie jest to sprzęt dla wszystkich jeźdźców. Osoby mające powyżej 180cm wzrostu wyglądają na RnineT troszkę zabawnie, prawie jak na zabawce. Jednak to tylko moje zdanie, z którym możecie się nie zgodzić. O gustach podobno się nie dyskutuje, więc nie wszystkim wpadnie w oko „Nina”. Jednak Niemka uwiedzie wielu i wielu złamie serce, gdy po jeździe próbnej okaże się, że na taką przyjemność trzeba wydać około 60000PLN, co jest dopiero początkiem customowej  przygody. Jedni powiedzą, ze to majątek jednak patrząc np. na ceny amerykańskich motocykli ze znaczkiem HD, cena jest do zaakceptowania. W tym przypadku punk widzenia zależy od punktu siedzenia.

Wielu zada pytanie czy RnineT może być motocyklem uniwersalnym? Stanowczo odpowiem – NIE! Jeśli szukasz maszyny do miasta i krótkie weekendowe wypady, która ma charakter i niepowtarzalny styl, zastanów się nad tym projektem BMW. Jeśli chcesz zwiedzić pół świata to odpuść i poszukaj maszyny, do której założysz kufry i w komfortowych warunkach pokonasz trasy powyżej 1000km dziennie. Sam pomysł umieszczania sakw lub innych bagażowych wynalazków na „Ninie” jest karygodny. Ten motocykl nie jest do tego przeznaczony! Jego linia nie powinna być niczym zakłócona, a jeśli chcesz pojechać do Wiednia na kawę, zabierz ze sobą tylko kartę płatniczą. Klimat podczas jazdy tym motocyklem będzie towarzyszył Ci od pierwszego do ostatniego kilometra podróży. Wybór należy do Ciebie i tylko do Ciebie. Zanim jednak podejmiesz decyzję, skieruj swoje kroki do dealera i przetestuj maszynę, abyś wiedział drogi Czytelniku, co starałem się przekazać w tym krótkim artykule. 

Autor: Piwowarek

 

Artykuły

CZYTAJ WIĘCEJ

Znajdź artykuł