Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat plików cookies kliknij tutaj

Romania Tour 2015

20-09-2015

Wiele opowiadań z uśmiechem na twarzy i rozmarzonymi oczami słyszeliśmy o Rumunii.

Postanowiliśmy sprawdzić osobiście ile prawdy czai się w tych niezliczonych opowieściach o kraju Drakuli. Wyznaczając trasę kierowaliśmy się miejscami, które chcemy zwiedzić. Oczywiście nie mogło zabraknąć w naszym programie dwóch kultowych górskich tras, które wiją się przełęczami rumuńskich Karpat. Mowa oczywiście o Transalpinie oraz Transfogaraskiej. Niestety mieliśmy zaledwie 8 dni na cały trip, dlatego dopuszczaliśmy korektę wcześniej ustalonej trasy. Niezmienne jednak było to, że każdego dnia czekała na nas kilkuset kilometrowa trasa. Termin wyjazdu ustaliliśmy na wrzesień, aby nie zakłócać sakramentalnego TAK, które zaledwie tydzień przed wyjazdem, powiedzieli sobie nasi kompani podróży SoftLife i Kicia. Od planowania trasy do dnia wyjazdu czas szybko minął. Ostatnie przygotowania, przegląd motocykli, zakupy i modernizacje mocowań bagażu były jak szalone i jak zwykle na ostatnią chwilę. Jednak w dniu wyjazdu sześciu jeźdźców Piwowarek, Crasch, SoftLive, Maciek, Youka i Jacenty na swych obładowanych bagażami maszynach i dwie niewiasty na "plecaczka" Ania i Kicia byli gotowi na przygodę. Większość ekipy miała już na swoim koncie dalekie wyprawy jednak dla Adeptów, Youki i Jacentego to pierwszy tego typu motocyklowy trip  w życiu i zapowiedź wspaniałej przygody. 

Sobota 12.09.2015. Ruszyliśmy w sobotę skoro świt z "naszej stacji BP" w Katowicach. Naszym celem było dotarcie na pierwszy nocleg w Rumunii czyli przejechać około 700km. Po drodze mijaliśmy: Kraków, Brzesko, Nowy Sącz, Krynicę Zdrój, gdzie zrobiliśmy przerwę na obiad, potem przejście graniczne w Muszynie i dalej przez słowackie Koszyce i węgierski Miszkolc do granicy rumuńskiej, po przekroczeniu, której niebawem dotarliśmy do Carei na pierwszy nocleg. Kąpiel, kolacja w postaci grilla i zmęczenie wygrywa, zasypiamy jak niemowlaki.

Niedziela 13.09.2015. Rano wypoczęci jemy śniadanie i jedziemy przez Satu Mare na Wesoły Cmentarz (Cimitirul Vesel) zlokalizowany wokół cerkwi w miejscowości Sapanta. Cmentarz wraz z kompleksem kilku innych cerkwi został wpisany w 1999 roku na listę światowego dzidzictwa UNESCO. Miejsce to zasłynęło z drewnianych, kolorowych nagrobków z malowidłami przedstawiającymi czym za życia zajmowali się mieszkańcy Sapanty i okolic. Tradycję tą zapoczątkował w 1935 roku miejscowy artysta Stan Ioan Patras wykonując pierwsze wesołe epitafium. Obecnie na cmentarzu znajduje się ponad 800 nagrobków, a tworzy je Dumitru Pop Tincu, który jest kontynuatorem dzieła S.I. Patrasa. Po zwiedzeniu tego urokliwego miejsca ruszyliśmy dalej na południe przez przełęcz Prislop do miasteczka Turda. Drogi w tym rejonie Rumunii to istna ruletka. Piękny równiutki asfalt tuż za winklem potrafi zmienić się w kamienistą szutrową drogę, albo niczym ser szwajcarski dziurawą jak po nalocie bombowym. Nierzadko też na drogach można spotkać stado owiec lub przechadzające się krowy. Takie drogi to standard w całej Rumunii. To wszystko urozmaica podróż nie pozwalając nawet na chwilę braku koncentracji. 

Poniedziałek 14.09.2015. Dzień rozpoczynamy od zwiedzania jednej z największych i najstarszych kopalni soli Turda. Eksploatację kopalni zakończono w 1932 roku, a od 1992 roku udostępniona jest zwiedzającym. W skład kompleksu kopalni wchodzą trzy szyby 120,108 i 42m z imponującymi formacjami skalnymi i podziemnym słonym jeziorem. Po zwiedzeniu kopalni i posileniu się na parkingowych straganach gastronomicznych, ruszamy w stronę Karpat na trasę Transalpina, która jest najwyżej położoną drogą Rumunii (2145m.n.p.m.). Transalpina przecina z północy na południe góry Parang, drugie co do wysokości pasmo górskie rumuńskich Karpat. Góra ta potrafi spłatać figle, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Wjazd na szczyt mieliśmy w pięknej, słonecznej pogodzie, a na szczycie pochłonęła nas wielka chmura i nie opuszczała aż do podnóża góry po drugiej stronie. Ostre zakręty, przepaście i widoczność na kilka metrów znacznie przyhamowały naszą podróż. Gdy cała karawana dotarła już do podnóża góry, chmura i mgła zniknęły, ale pozostał niedosyt widoków, które poskąpiła nas góra. U południowych podnóży Karpat, zatrzymujemy się na nocleg w miejscowości Novaci. 

Wtorek 15.09.2015. Zgodnie z wcześniej ustalonym planem mamy zamiar przejazd na północną stronę gór, ale tym razem trasą Transfogaraską, która  liczy 108 km i przecina z północy na południe góry Fogarskie, najwyższe pasmo górskie rumuńskich Karpat. Setki zakrętów i wspaniałe widoki na wysokości 2043 m.n.p.m. po drodze rwące strumienie, wodospady, przepędzane między pastwiskami owce, dzika przyroda, wiadukty i tunele. Na szczycie znajduje się jezioro Balea i najdłuższy tunel w Rumunii, który liczy 884m. Na szczycie przy jeziorze strzelamy pamiątkowe foty, wyciągamy palniki turystyczne, kawiarki i pijemy pyszną kawę rozkoszując się widokami. Po odpoczynku i nacieszeniu widokami naszych oczu, kierujemy się na camping Casa Duse, który leży u podnóża Gór Fogarskich. Przy wieczornym grillu postanowiliśmy dokonać korekty trasy, którą pierwotnie planowaliśmy do Bukaresztu i dalej na południe, nad deltę Dunaju, jednak zauroczeni górskimi przełęczami i spotkaniem ze złośliwą chmurą na Transalpinie, postanowiliśmy przejechać jeszcze raz te same trasy, ale tym razem w przeciwnym kierunku licząc, iż pogoda utrzyma się i będziemy mogli podziwiać bezkresność górskich przełęczy.

Środa 16.09.2015. Korzystając z wygospodarowanego na zwiedzanie dnia zostajemy kolejną noc na campingu Casa Duse i tym razem bez bagaży ruszamy do miejscowości Bran, aby zwiedzić średniowieczny zamek, w który zamieszkiwał legendarny wampir Drakula. Zamek nie zrobił na nas wielkiego wrażenia, gdyż liczyliśmy jak na Transylwanię i zamek Drakuli przystało, degustację krwi dziewicy lub coś w tym stylu, jednak musieliśmy zadowolić się tłustym stekiem ala podeszwa w restauracji u podnóży zamku. Nie zaspokoiwszy głodu wróciliśmy na camping, gdzie przy grillu najedliśmy się do syta i omówiliśmy plan podróży na kolejne dni. 

Czwartek 17.09.2015. I tak po drugim noclegu na campingu w Casa Duse, rano  jedziemy w drugą stronę trasą Transfogaraską do Novaci. I znów zapierające dech w piersiach widoki, wysokie szczyty, głębokie doliny i wąwozy, a między tym wszystkim serpentyna drogi ciągnącej się kilometrami po zboczach gór. Po drodze mamy czas na przystanki, zdjęcia, pokazowe przejazdy na winklach, a pogoda jest jak na zamówienie, ciepło i słonecznie, a przejrzyste powietrze zachęca do podziwiania widoków. 

Piątek 18.09.2015. Rano jedziemy w drugą stronę trasą Transalpina już w kierunku granicy. Tym razem pogoda jest idealna, a widoki piękne i niczym nie zakłócone. Po północnej stronie Karpat Rumunia przywitała nas tropikalną pogodą, 37*C! Początkowo zalesione zbocza górskie dawały jakieś schronienie, ale po chwili otwarte przestrzenie, autostrada, a na koniec niekończące się roboty drogowe z ruchem wahadłowym wymęczyły nas okropnie. Tego dnia prowadziłem po raz pierwszy grupę i chyba lekki stres udzielił się również mojej maszynie i padł czujnik temperatury włączający wentylator chłodnicy. Gdyby nie pomoc i złote rączki chłopaków byłby pewnie przymusowy postój, a skończyło się szybką prowizorką i po kilku minutach pojechaliśmy dalej z manualnie załączanym wentylatorem. Zmęczenie, osłabienie i zapadający zmrok skierował nas na nocleg do przydrożnego zajazdu. Przy kolacji i piwku sprawdzamy prognozy pogody i ku naszemu zmartwieniu widzimy, że Polska w niedzielę chce nas przywitać chłodem i deszczem. Rozpieszczeni wspaniałą rumuńską pogodą, postanawiamy nazajutrz dojechać jak najbliżej polskiej granicy, aby uniknąć deszczu.

Sobota 19.09.2015. Rano wyruszamy w stronę domu. Podczas jazdy dobra komunikacja w grupie pozwala na szybkie, dynamiczne i bezproblemowe pokonywanie kilometrów. Pewnie z perspektywy kierowców "puszek" wyglądamy na wariatów ale nie wiedzą oni, że wszystkie nasze manewry są wcześniej  konfrontowane przez interkomy. I tak kilometr za kilometrem, granica za granicą z przerwą jedynie na tankowania lecimy do Polski. Ojczyzna powitała nas już chłodem i mżawką. Obiadokolacja w Krynicy Zdrój i śmigamy do Katowic. I znów około 700km w ostatni dzień wyprawy zostało nawinięte na liczniki, ale przynajmniej bez deszczu. Nasz plan okazał się strzałem w dziesiątkę, gdyż prognozy pogody sprawdziły się i całą niedzielę padał deszcz. 

Za nami 3000km pokonane w kilka dni po różnej jakości drogach. Wszyscy cali, zdrowi, zachwyceni i szczęśliwi. Razem spędzone chwile, którym towarzyszył rewelacyjny humor, widoki, winkle i wszystkie przygody, o których celowo tutaj nie wspomniałem, pozostaną w naszej pamięci na bardzo długo. Wspomniane na początku opowieści o Rumunii, kraju dzikich krajobrazów, dużych kontrastów, tłustego jedzenia, życzliwych ludzi i wszechobecnych samochodów marki Dacia sprawdziły się w 100%. Jest to kraj, do którego od strony południa wdziera się Europa, a od północy to baśniowa kraina, w której czas zatrzymał się 100 lat temu. Te dwie skrajności są podzielone przez nazywane często Rumuńskimi Alpami, Karpaty, które urzekły nas najbardziej. 

Autor: Jacenty

FOTOGALERIA

Artykuły

CZYTAJ WIĘCEJ

Znajdź artykuł