Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat plików cookies kliknij tutaj

Trening na torze Wodzisław

14-08-2015

Trening na torze, niby nic wielkiego, ale dla kogoś kto raczkuje na motocyklu to prawdziwe wyzwanie.

Nie byłem pewien czy uda mi się dojechać (młyn w pracy, rodzinka inne zobowiązania). Dziwnym trafem światełko w tunelu zaświeciło i serducho zaczęło bić szybciej. Wybór trasy był prosty, godzina 16:00, a tor mamy do 18:00, więc jedyny rozsądny wybór to autostrada. Trafić na tor w samy Wodzisławiu nie jest prosto, oznakowania brak, adresy dwa - ten na leśnej jest nieaktualny. Załączam Google Maps i jazda. Dojeżdżam na miejsce, patrzę w prawo pole, w lewo pole, gdzie ten tor? Ściągam kask, aha słychać bulgot Akrapa, jestem blisko. Rzeczywiście po lewej koło zabudowań w głębokiej trawie mignął biały kask. Dobra azymut znany teraz pozostaje pytanie jak tam dojechać? Przejechałem parędziesiąt metrów, nie ma żadnych znaków. Zawracam, za małym mostkiem jest polna droga w prawo, wjeżdżam i w końcu jestem.

Typowy tor kartingowy, który swoimi rozmiarami nie powala jednak do ćwiczeń spokojnie wystarczy, a wynajęcie go na wyłączność było dobrą decyzją, gdyż za sobą i przed sobą mam zaufanych ludzi. Zaparkowałem maszynę, a w głowie kołatają się myśli: Dam radę? Próbować? Teoretycznie błahe pytania, ale może nie warto ryzykować w końcu wyjazd na Bałkany za pasem. Raz się, żyje więc podjąłem męską decyzję - Idę w to! Rozrusznik, jedynka, gaz i... poszło! Pierwszy zakręt 1800 w prawo. Pokonuję go zachowawczo, gdyż opony są jeszcze zimne... chyba bo na dworze 32 stopnie, nie znam asfaltu, ani zakrętów, ale jadę dalej. Kolejna agrafka w lewo i chwile po tym ponad 1800 w prawo, jeszcze dwie agrafki i wreszcie luźniej 900 w lewo. Odkręcam manetkę Suzi idzie jak przyklejona. Odpuszczam gaz, tłumik się obudził, strzelił parę razy, 900 w lewo i... stres puszcza. Ufff jedno okrążenie za mną. Nie było tak strasznie. Musze przyznać ze to moje pierwsze próby na torze i byłem pod wrażeniem. To zupełnie inna jazda. Asfalt szorstki jak pumeks. Gdyby nie małe nierówności w kilku miejscach można by powiedzieć, że jest idealny. Szerokość wystarczająca, jedyne, co budzi trochę obawy to parking dla motocykli umiejscowiony dokładnie w szczycie jednego z zakrętów. Poza tym wygląda na bezpieczne miejsce.

Tor kartingowy we Wodzisławiu to bardzo dobre miejsce, zwłaszcza dla kogoś kto poznaje motocykl i swoje możliwości. Mimo całej adrenaliny i podekscytowania należy pamiętać o jednej bardzo ważnej sprawie - to jest tor, na którym nie jesteś sam. Inni uczestnicy,  którzy jeżdżą z tobą mają swoje tempo. Cześć jeździ szybciej, cześć jeździ wolniej, dlatego należy zawsze być czujnym. Korzystać i podpatrywać technikę  jazdy tych szybszych i uważać na wolniejszych. Czasem trzeba kogoś przepuścić, czasem trzeba samemu odpuścić. Niby proste zasady, ale uwierzcie, że adrenalina, która temu wszystkiemu towarzyszy uderza mocno w zdrowy rozsądek, szczególnie u kogoś kto zaczyna przygodę z motocyklem. To nie zabawa, tylko trening, a spotkanie z asfaltem boli tak samo jak na drodze. Konkluzja - trzeba się pilnować! Przegiąć jest naprawdę łatwo. Musze przyznać, że to kameralne miejsce zrobiło na mnie wrażenie. Prawie domknąłem oponki i zdałem sobie sprawę, że trochę kilometrów jeszcze trzeba nakręcić z pokorą. Na szczęście w dobrym towarzystwie to sama przyjemność i zawsze można liczyć na współtowarzyszy.

Czas na treningu minął bardzo szybko. Co teraz? Urodzinowe poprawiny u El Sebo. Zmęczeni i cali mokrzy, gdyż temperatura nas nie oszczędzała, bez namysłu, postanawiamy z Wodzisławia do Siewierza pojechać autostradą A1. Chwilę odpoczynku na autostradzie, przyjemny ciepły wiatr i docieramy do solenizanta. Gospodarze przywitali nas prawdziwą fiestą. Atmosfera, wyżerka, okraszone poczuciem humoru… coś niepowtarzalnego! Niestety czas znów szybko mija. Dzwoni żona, martwi się. Patrzę na zegarek, a tu już po 22:00, kiedy ten czas zleciał? Czas zmykać. Lecę do domu, do rodzinki. Trzeba zakończyć ten pełen atrakcji dzień i odpocząć po tych wszystkich emocjach. Dzięki za wspólnie spędzony czas.

Autor: Youka

FOTOGALERIA

 

Artykuły

CZYTAJ WIĘCEJ

Znajdź artykuł