Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat plików cookies kliknij tutaj

Maro

Zaczęło się zanim moja pamięć rozpoczęła swoją pracę, zanim poznałem znaczenie słowa motór. Ojciec od malucha sadzał mnie na swojej Jawie 350 i robiliśmy podobno krótkie rajzy po podwórku. Później człowiek nauczył się chodzić, wspinać i tak pewnego dnia sam dosiadałem maszyny postawionej na centralce na podwórku. Jak można się domyślić, na wspinaczce się nie zakończyło. Kilka lat później, bodaj 6ta klasa podstawówki… wracam ze szkoły i widzę, jak tata majstruje coś przy jakiejś mniejszej maszynce. Okazało się, że doprowadzał do stanu używalności Komara 2330. Krótki wstęp teoretyczny co, gdzie, jak i po co… i w drogę! Było ciężko. Moto wysokie, nogi krótkie, tylko drugi bieg, adrenalina poziom mega max, ale dało się pojeździć pierwszego dnia i przez kilka następnych miesięcy. Deszczowa wiosna, ciepłe lato, mglista jesień i śnieżna zima… to nie miało znaczenia. Komar dawał rady zawsze i wszędzie. Później w moje ręce dzięki ojcu wpadła Jawa 50 Mustang. Oj to był sprzęt, którego nie zapomnę. Trafił mi się bardzo uparty egzemplarz, ale dzięki niemu poznałem, jak to wszystko działa. Silnik byłem w stanie rozebrać i złożyć 3 razy w ciągu dnia, bo coś nie pasowało. Do szesnastego roku życia sprzętu na podwórku przewinęło się sporo, bo każdy kumpel z sąsiedztwa miał w garażu jakiś jednoślad. Romeciki, motorynki, simsonki, kadety, komarki… spotkanie pod domem i jazda! Zakażony oparami benzyny i oleju mózg był w stanie ogarnąć, że za płotem u sąsiada stoi SHL M06T. Wyprosiłem, uruchomiłem, pojeździłem parę dni, ale sąsiad nie chciał mi jej sprzedać:( Kilka tygodni później, gdy chciałem się przejechać, okazało się, że SHL’ki nie ma w garażu, bo zmieniła właściciela… zabolało młodego motonitę. Do dziś żałuję, że nie mam jej w garażu, ale kto wie… plany są. Osiemnastka… powrót w czasy dzieciństwa. Miesiąc po urodzinach najpierw wyprawa do Gliwic po Jawę 350TS. Tata wracał na niej do domu, a ja po drodze do urzędu odebrać prawo jazdy kat. A. Parę sezonów radości, sporo kilometrów i rozmaitych przygód.

Później jakoś mi przeszło jeżdżenie na Jawie. Do tego studia, własna firma, brak czasu i środków na moto. Jednak powiedzenie, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci jest prawdziwe. Przewegetowałem kilka lat, ale zawsze czułem, myślałem i wierzyłem,  że jak tylko będzie mnie stać, to moto wróci do garażu. I tak też się stało. Sierpień 2012 i Honda VFR800 V-tec wchodzi w stan mojego posiadania. Radość po pierwszych rajzach i ten ciągły banan na twarzy uświadomił mi, jak bardzo mi tego brakowało przez te wszystkie lata, kiedy inni nawijali kolejne kilometry, a ja słyszałem tylko dźwięk przelatujących niedaleko sprzętów. Do końca sezonu jazda w pojedynkę i Kubalonka tak często, jak to było możliwe.

Nowy sezon i poszukiwanie na forum ludzi do wspólnych rajz. Jakoś tak wyszło, że kliknąłem „Dołącz” na forum i pierwsze spotkanie chłopaków na BP, którego nie zapomnę. A szczególnie tekst Piwowarka, który podjechał do mnie wtedy na swoim K1300R i spytał wprost: „A Ty? Coś za jeden?”:) Po dogadaniu się co mnie sprowadza, szybki wypad we czwórkę na Skałę. Przygoda z Grupą i motocyklem ciągle trwa, a w głowie rodzą się ciągle nowe pomysły. Tej pasji już nie da się usunąć, bo wiem, jak bardzo taka rozłąka boli.

 

 

Nasza wizja

  • 1 Bezpieczeństwo

    Podstawą każdego wyjazdu jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników, dlatego szkolimy się kiedy tylko możemy.

    >>>
  • 2 Braterstwo

    Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Slogan stary jak świat, jednak wciąż aktualny pod warunkiem, że trafisz na odpowiednich ludzi.

    >>>
  • 3 Atmosfera

    Wspólne wypady, te krótkie i dalekie, są mniej ciekawe jeśli pokonujesz każdy kilometr samotnie. Jednak jest na to lekarstwo...

    >>>