Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat plików cookies kliknij tutaj

Oluś

Na początku była dziadkowa wieś i czas upływający na bieganiu z patykiem i klepaniu świń po tłustych zadach aż klaskało. Zawsze gdzieś w tle pojawiał się wujek Zapalony Motórant (przy okazji mój ojciec chrzestny). Kiedy dziadek zaprzęgał kobyłę do woza, wujek stawał się panem i władcą parku maszynowego. Zafascynowani wąchaliśmy nowego Zetora i rozrzutnik do gnoju ;) Jednak wszystkie maszyny zbladły i spowszedniały, kiedy w parku zaparkowały kolejno cezeta, wska i jawka. Wtedy zauważyłem, że mój szacun do wujka rośnie. W całym tym wiejskim mozole dorosłych nie dało się nie zauważyć, że wujkowi wkręconemu w motóry micha cieszy się jakby częściej i szerzej. Wiele już lat minęło od tego czasu, ale wujo, zanim odwiesił skorupkę na kołek, przewiózł mnie po wiosce, co pamiętam do dziś. Adrenalina, wiatr we włosach, ta bliskość asfaltu, który pędzi zaraz pod butami, zapachy (jakże wiejskie) i muchy w zębach ... normalnie czad. Epizod był krótki, ale wystarczył, żeby zakiełkowało.

 

Po latach szczenięcej laby zaczęliśmy przyjeżdżać na wieś w celach zarobkowych. W wakacyjnym upale harówa w wiśniowym sadzie trwała od 6 rano do 17, a przerwa na obiad zawsze była za krótka. Inne równie ciekawe zajęcia były przewidziane, aż do zajechania taniej siły roboczej prosto z technikum.  Jak zamykałem oczy, to widziałem te przeklęte wiśnie nawet we śnie. Ale wracając do tematu, kiedyś pojawił się mój teraźniejszy kuzyn/szwagier – nie wiem jak to nazwać no – mąż kuzynki. Przyjechał na czarnej „wyj…nej w kosmos” wsce 125cm3. Gadka szmatka, śmichy chichy i dał się przejechać. Jezuuu… ale szał… to jedzie… bez pedałowania zapieprza jak szalone i masuje uda. 80 na h bez kasku... ależ byłem z siebie dumny. Od tego dnia się zaczęło. Po pierwsze urabianie seniorów, czyli początkowo walka z wiatrakami w stylu klasycznym oraz w stylu, jakiego nie powstydziłby się żaden „orangutan z technikum” jak mówi żona. Rodzice nie byli „za”. Jako, że mieszkałem w mieście w bloku, a prawka ni chu.. Nie było opcji żebym miał motór. Przekonywałem wuja, że kupię wskę, postawię u niego w stodole i będę się bujał w wakacje, ale jak się starzy zwiedzieli był koniec tematu.

 

Na rok, może dwa hehe. Jak tylko znalazłem się na swoim – a nastąpiło to na studiach – zacząłem znowu męczyć temat – tym razem z mżonką. Nie, nie, nie. Tak, tak, tak. No dobra… ale jak zrobisz uprawnienia (budowlane – poprzeczkę podniosła wysoko). Zgoda. No to jak mi się pojawił target zacząłem „robić uprawnienia” i edukację motocyklową na sucho. Był taki moment, że znałem ofertę wszystkich Japońców salonowych. Robiłem te uprawnienia i robiłem z mozołem. Udało się – uprawnienia zostały nadane (to krótkie stwierdzenie nijak jednak nie oddaje stresu i przewlekłej sraczki przed egzaminem państwowym ;) Pierwsza reakcja - Yesss będzie motór. Hehehe. No dobra, ale nic za free, więc zaczęło się wertowanie ofert i zbieranie kasy. Zamartwiałem się jak tu kupić, żeby nie wtopić. Kurcze, nie mam nikogo, kto by mi doradził, sprawdził. Jak się w ogóle do tego zabrać? Temat rozegrał się w dwa dni. Info dostałem, że kolega sprzedaje divkę. Odpowiedź błyskawiczna – nie wystawiaj jej nigdzie… biorę. I tak nawinąłem na niej z 8 kilo. Bym się pewnie na niej bujał dłużej, gdyby nie to że ubieram się u Bassa. Gadał i gadał (wiecie, jak on umie gadać?) o różnych akcjach i o …3,14 i reszta też gadał i nakręcił mnie na to, żebym się trochę uspołecznił. Bassu poznał mnie z Crashem, Eve i Piwowarkiem, a potem poznałem resztę. Spodobało mi się i dołączyłem. W międzyczasie, korzystając z okazji, zmieniłem moto na dużego Bandita od Bassa. Ciagnie jak diesel, a ja lubię diesele. Teraz codziennie sprawdzam prognozę pogody i ceny paliwa. A na wakację zastanawiam się czy lepiej zapakować cztery osoby na dwa siodełka czy zapiąć przyczepkę i ciągnąć szczęście za puszką. Cieszy mnie, że mżonka lubi motóry i chce ze mną jeździć – bo przecież różnie to bywa, poza tym znakomicie dociąża tylne koło (przy okazji drenuje też lekko kieszeń) ;). Pozdrawiam wszystkich nawiedzonych i życzę dobrej pogody i hajsu na petrol.

 

 

Nasza wizja

  • 1 Bezpieczeństwo

    Podstawą każdego wyjazdu jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników, dlatego szkolimy się kiedy tylko możemy.

    >>>
  • 2 Braterstwo

    Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Slogan stary jak świat, jednak wciąż aktualny pod warunkiem, że trafisz na odpowiednich ludzi.

    >>>
  • 3 Atmosfera

    Wspólne wypady, te krótkie i dalekie, są mniej ciekawe jeśli pokonujesz każdy kilometr samotnie. Jednak jest na to lekarstwo...

    >>>