Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat plików cookies kliknij tutaj

Crasch

Motocykl, a raczej motorower mojego brata, był początkiem mojej życiowej pasji. Miałem zaledwie siedem lat, gdy jako pasażer pierwszy raz jechałem z moim bratem na motorowerze, który był własnością mojego dziadka. Ta jedna przejażdżka wystarczyła, abym zaczął podkradać dziadkowi jednoślad, na którym stawiałem pierwsze kroki. Po kilku latach od pamiętnej przejażdżki nabyłem swój pierwszy motorower jakim był Komar 2. Dzięki jego „wrodzonym” wadom musiałem szybko nauczyć się zasad działania silników 2T oraz podstaw szeroko pojętej mechaniki, aby serwisować swoją pierwszą wymarzoną maszynę. Z każdym następnym motorowerem poznawałem kolejne tajniki, wprowadzałem własne modyfikacje, dzięki czemu wypracowałem sobie opinię miejscowego mechanika specjalizującego się w silnikach dwusuwowych. Mnogość sprzętu zaparkowanego na podwórku moich rodziców była tak wielka, iż nawet moja mama nie wiedziała, które motorowery są moje, a które czekają w kolejce do serwisowania. Tym sposobem połączyłem przyjemne z pożytecznym. Naprawiając i podkręcając silniki, pogłębiałem swoją wiedzę i dodatkowo otrzymywałem za to zapłatę która wystarczała na podstawowe części zamienne oraz paliwo do moich maszyn. Z tamtego okresu pozostawiłem sobie jeden, moim zdaniem najmniej zawodny, motorower Ogar 200 z 1986 roku. Regulacja jego silnika nie należała do najprostszych jednak satysfakcja z poprawnie wykonanych ustawień była jedną z większych, a największą nagrodą był jego specyficzny klang.

 

Po epoce małych sprzętów przyszła pora na przesiadkę na coś mocniejszego i znacznie większego niż 50ccm. Wybór padł na Jawę 350TS, która w tamtych czasach wydawała się być „kobyłą” w porównaniu do poprzednich jednośladów. Pamiętam ten sobotni dzień, który od świtu do nocy spędziłem przy Jawie starając się najlepiej jak potrafię przygotować ją do pierwszej przejażdżki. Niestety prace przygotowawcze trwały do późnych godzin wieczornych, a obcięte i wypatroszone tłumiki, a co za tym idzie głośny klang utwierdziły mnie w przekonaniu, aby przejażdżka odbyła się następnego dnia. W niedzielny poranek zawitał do mnie kolega, który jako pasażer towarzyszył mi w pierwszej wyprawie. Naszym ówczesnym wyposażeniem był jeden kask z początku lat ’80, motocykl bez ubezpieczenia, żaden z nas nie posiadał odpowiednich uprawnień do prowadzenia tego typu jednośladu. Gdy jechaliśmy 160km/h motocyklem, który zamiast układu wydechowego miał dwie wydmuszki, ekstaza i nasza ułańska fantazja przesłoniła nam konsekwencje czego skutkiem była kontrola Policji. Po krótkiej rozmowie z policjantami skończyło się na pouczeniu i spuszczeniu powietrza z opon w Jawie. Pchając motocykl do domu przekonałem się, iż uprawnienia i dokumentacja oraz ubezpieczenie motocykla to podstawa, aby wyjechać na drogi publiczne.

 

Przez kolejnych parę lat miałem jeszcze trzy kolejne Jawy, MZ ETZ 150 oraz 251. Gdy wyjechałem do Hiszpanii dosiadłem Suzuki GSX R o pojemności 600ccm. Oszalałem na jego punkcie od wbicia pierwszego biegu jednak cały czas w myślach miałem mojego małego Rometa, który został w kraju. Postanowiłem odkładać pieniądze, aby go odrestaurować po powrocie. Gdy wróciłem do Polski Romet nie był w stanie zaspokoić moich motocyklowych potrzeb. Poznałem Bassa, od którego zakupiłem Hondę CBR 900 FireBlade spełniając swoje największe marzenie o posiadaniu własnego motocykla sportowego. Honda do dnia dzisiejszego jest w moim parku maszyn. Potrafi pokazać pazury, co pozwala zrelaksować się po ciężkim dniu. Dzięki Bassowi poznałem Grupę …3,14 i reszta i od tego momentu jazda na motocyklu nabrała całkiem innego wymiaru. Obcowanie z ludźmi, którzy podzielają moją pasję umożliwiło mi pozyskanie dodatkowej wiedzy dotyczącej prowadzenia jednośladów, a klimat który towarzyszył każdemu wypadowi i imprezie był niepowtarzalny.

 

W 2012 roku narodził się pomysł wyjazdu na Gibraltar. Idąc za ciosem wraz z moją żoną zakupiliśmy nowy model BMW R1200 GS LC. Bass z synem oraz ja z żoną w czerwcu 2013 roku ruszyliśmy na wyprawę życia – Gibraltar, o czym możecie przeczytać w jednym z artykułów na naszej stronie.

  

Na chwilę obecna na co dzień poruszam się BM-ką, która jest wygodna i nie zastąpiona do jazdy w mieście. Od święta dosiadam „Bladego”, który ukazuje inny wymiar prowadzenia motocykla. Oba motocykle w połączeniu z ekipą …3,14 i reszta daje mi poczucie, iż jestem jak ryba w wodzie... odnalazłem swój staw.

 

Nasza wizja

  • 1 Bezpieczeństwo

    Podstawą każdego wyjazdu jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników, dlatego szkolimy się kiedy tylko możemy.

    >>>
  • 2 Braterstwo

    Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Slogan stary jak świat, jednak wciąż aktualny pod warunkiem, że trafisz na odpowiednich ludzi.

    >>>
  • 3 Atmosfera

    Wspólne wypady, te krótkie i dalekie, są mniej ciekawe jeśli pokonujesz każdy kilometr samotnie. Jednak jest na to lekarstwo...

    >>>